Jubileuszową wystawę mistrza drzeworytu Jerzego Panka upamiętniającą 25. rocznicę śmierci artysty postanowiliśmy, tym razem, poświecić jego mniej znanej domenie twórczości; grafice wykonywanej w technikach metalowych. Właśnie akwafortą debiutował w czasie wojny jako student okupacyjnej Kunstgewerbeschule (1942). Do technik metalowych ponownie powrócił pod koniec życia w latach 90. zeszłego stulecia. Na wystawie zdecydowaliśmy się pokazać także kilka drzeworytów z jego ostatnich cykli (Listy gończe, Portrety Jarmarczne). Mimo zdecydowanej odmienności technik te późne prace ukazują jednak powinowactwo z jego akwafortami, a może i późniejszymi grafikami powstałymi w technice odprysku.
Artysta zapewne zachował jeszcze pamięć o Listach gończych i idei „seryjnego” autoportretu, gdy po kilku latach i już po odejściu od drzeworytu wykonał w roku 1988 akwafortę pt. Ćwiczenia rozmachowe. Jej powstanie to dzieło przypadku, ale też i sytuacji towarzyskiej zaistniałej w pracowni miedziorytu ASP w Krakowie. W czasie spotkania po wernisażu islandzkiej artystki Sigrid Valtingoer, w którym Panek uczestniczył, niespodziewanie Stanisław Wejman podsunął mu przygotowaną metalową płytę, zachęcając do wykonania grafiki. Musiała być to intrygująca propozycja, ale też i rodzaj wyzwania dla mistrza drzeworytu. Panek niemal jednym ruchem wykreślił siedem głów. Groteskowo zdeformowane mają walor żywiołowego, spontanicznego rysunku. Nie jest im już potrzebny podział na geometryczne pola Listów gończych, luzacko dryfują w przestrzeni, zachowując nadal dyscyplinę wyważonej kompozycji.
Nie był to bynajmniej akwafortowy debiut Panka. Jeszcze w czasie wojny w okupacyjnej Kunstgewerbeschule wykonał „na zaliczenie”, jak zwykł wspominać, kilka akwafortowych portretów przyjaciół. Byli wśród nich artyści jak Adam Hoffmann i Jerzy Werner, ale też i wybitny historyk sztuki Mieczysław Porębski. Obok portretów nie zabrakło trzech z gruntu różnych autoportretów. Każdy z nich wykonany jest w odmiennej stylistyce. Wielkością wyróżnia się oficjalna, nieco zblazowana podobizna w kaszkiecie i krawacie wykonana w akwaforcie. Znacznie mniejsze jest artystowskie ujecie artysty en face z rozwianym włosem (Ego sum), natomiast również niewielki linoryt Autoportret z literami tytułowany także Grafik jest już zdecydowaną deklaracją zawodową. Prestiż profesji grafika podkreślają detale autoportretu; wypomadowane włosy, wizytowy garnitur z muszką.
W roku 1993 Panek został zaproszony przez Elżbietę Dzikowską i Wiesławę Wierzchowską do udziału w mającej się odbyć w następnym roku w Muzeum Narodowym w Warszawie wystawie pt. Ars erotica. Artysta przyjął zaproszenie, choć nie lubił pracować na zamówienie. Pierwsze grafiki do wystawy zatytułował Niewidomi erotomanii. " Najpierw Ćwiczenia rozmachowe, a później Niewidomi erotomanii są baletem pozornie niedbałej kreski. Jakby przewijane z lewa na prawo, trochę widoczne, trochę domyślne poddają się złudzeniu ruchu w złudnej również przestrzeni. Mało materialne powodują sobą napięcie, z którego czyta się więcej aniżeli z jednoznacznych wizerunków. Erotomani są na nich zatem na ciągłych czatach, wiercący się ze strony na stronę, podnieceni, przewrotni. Ślepota przydaje im złośliwości. Ale ich oczka są szeroko rozwarte i czujne, to my raczej niedowidzimy i mylimy scenerię. Są staruszkami od Zuzanny, każdy Werterem, facetem zza rogu. Są - co oczywiste - i samym Pankiem. A może przede wszystkim samym Pankiem, a potem tymi wszystkimi, co wyżej. (...) ". Pisała Danuta Wróblewska. W trakcie pracy nad cyklem w sierpniu 1994 Panek dostaje z Hiszpanii kartkę, która z pewnością będzie podnietą do dalszej pracy: " Drogi Jerzy, Zmień nazwisko, jest jeszcze czas, ty nie jesteś Panek, ani nawet Pan, tylko Król nas wszystkich i Króluj nam dlatego długo, długo. Ściskam cię.... Twój Romek Cieślewicz" .
W czasie, gdy został zaproszony do wzięcia udziału w wystawie Ars erotica odbywał rekonwalescencję, przesadnie, zapewne,obawiając się utraty wzroku. Poza doraźnymi kłopotami zdrowotnymi artystę zawsze interesował, a zapewne i niepokoił problem ślepoty i ułomności organów widzenia. Już w roku 1958 namalował obraz pod tytułem Jednooki. W roku 1991 przekazuje specjalnie wykonany nakład drzeworytu pt. Biały koń (1959), aby wspomóc dom dla ociemniałych w Laskach. W Piekle z cyklu dantejskiego ślepiec jest ważną personą. Panek przedstawia go kilkakrotnie. Nie dziwi więc, że, już po doświadczeniach z Niewidomymi erotomanami nowo powstały w roku 1995 cykl graficzny tytułuje Świdrowaty i dedykuje osobnikowi, który przeszywa wzrokiem. Świdrowaty może być też uważany za personifikację artysty, dla którego wzrok to podstawowe narzędzie pracy. Oba cykle, zarówno Niewidomi erotomani jak i Świdrowaty wiążą się więc niemal obsesyjnie z problem wzroku. Nowy graficzny cykl początkowo powstaje w technice suchej igły, po pewnym czasie artysta odkrywa bardziej malarską technikę odprysku, do której zacheca go, dostarcza płyt i zapewnia obróbkę Krzysztof Tomalski. Coraz częściej Panek stosuje gęstą, szeroko kładzioną plamę, której czerń wypełnia niemal całą kompozycje. Ze smolistej, gęstej i posępnej materii wydobywa fragmenty głowy, a przede wszystkim przenikliwe oczy.
"Jureczku, nic się nie zmieniłeś, wciąż masz wzrok oszusta matrymonialnego", powitał Panka , w 1999 roku, jego dawno nie widziany znajomy, również artysta. Według relacji zaprzyjaźnionej z Pankiem artystki Joanny Gałeckiej, obecnej w czasie spotkania, fraza "oszust matrymonialny" szybko przypadła Pankowi do gustu. Uznał, że to właściwy tytuł dla nowego cyklu, który będzie kontynuował niemal do swych ostatnich dni. W ciągu niespełna dwóch lat Panek realizuje ponad 40 prac. Na wystawie pokazujemy ich kilka, wszystkie oryginalnie sygnowane przez artystę. Są to przeważnie głowy, czasami popiersia. Oszust matrymonialny należy do najbardziej tajemniczych autoportretów w grafice Panka. W kamuflażu pomaga artyście malarska w swym wyrazie technika odprysku, niepodobna do drzeworytu czy akwaforty. Panek w pełni korzysta z nowych możliwości rozlewając plamy czerni, z której wyłaniają się mniej lub bardziej wyraziste zarysy twarzy lub głowy. Instynkt grafika nie pozwala mu jednak zapomnieć o znakach, które lubił w drzeworycie; kresce, kropce, przecinku. Nie wycina ich już jednak, lecz maluje. Pod koniec życia łączy więc zawsze obecną w jego twórczości grafikę i malarstwo. Obok kropkowanego, prześwietlonego bielą autoportretu, który przypomina najlepsze czasy drzeworytu pojawia się inny; zwarty jak pięść, głęboko "impastowany" plamą czerni. Panek tym ostatnim akordem nie ułatwia próby kontaktu ze sobą. Narzuca spontaniczną graficzno-malarską żywiołową materię, namacalne świadectwo obecności artysty i gry jaką toczy ze sobą i odbiorcą (Jan Fejkiel).
Projekt współfinansowany ze środków Miasta Krakowa

![swidrowaty(1) internet[2].jpg](files/210/swidrowaty(1) internet[2].jpg)
![swidrowaty(2) internet[2].jpg](files/210/swidrowaty(2) internet[2].jpg)
![swidrowaty(3)internet[1].jpg](files/210/swidrowaty(3)internet[1].jpg)

ul. Sławkowska 14